poniedziałek - piątek 11.00 -14.00
Godziny otwarcia sekretariatu
Zachor – żydowska kultura pamięci
Refleksja nad prelekcją mgr Moniki Piechoty.
 
Kolejna rocznica wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau nie okazała się łatwiejsza od poprzednich. Z roku na rok świadków ubywa, a nasz obraz holokaustu zawęża się do pewnych bardzo konkretnych obrazów: transporty pełne ludzi, brama obozowa i stosy okularów, zegarków i ściętych włosów. Gdyby zebrać w całość zbiorową świadomość to zabraknie najważniejszego elementu: tego co było potem. Różne przedstawienia historii konwencjonalne zaczynają holokaust w roku 1941, 1939 czy 1933. Ale praktycznie wszystkie kończą swoją faktografię na roku 1945, ewentualnie wspominając już niejako post factum procesy norymberskie. W rzeczywistości nie można powiedzieć, że rok 1945 był końcem. To punkt od zaczyna się długa i wciąż trwająca walka o pamięć wśród następnych pokoleń, potomków ofiar i sprawców wszystkich narodowości.
Może właśnie dlatego należy wrócić do artykułu Yerashalmiego i ponownie zadać sobie pytanie o pamięć tych wydarzeń. Czemu służy pamięć, która rodzi nienawiść i żal?
 
To pytanie, bardzo kontrowersyjne niestety wciąż powraca i powracać będzie, ponieważ forma pamięci europejczyków a żydów jest zupełnie odmienna. Ta judaistyczna, odrzuca grecki model wielkości - tej pogardy dla życia swojego i innych w celu podążania za chwałą, swoją uwagę skupia nie na czynach ale na życiu właśnie. Być może to sprawiło, że zdjęcia młodego Marka Edelmana Muzeum Polin opatrzyło hasłem:”najważniejsza jest wolność” a jedno z ostatnich, wykonane już wiele lat po wojnie:”najważniejsza jest pamięć”. Żydowska kultura i tradycja bazując na boskich nakazach zachowuje elementy przeszłości, w szczególności tej negatywnej, jako memento na przyszłość, oderwanie od chwili radości przypomina, że Jahwe nie tylko nagradza, ale i też srogo karze. Bo pamiętać, znaczy przeżyć, nawet jeśli w stopniu bardzo ograniczonym, symbolicznym. Historia zachowuje się w przedmiotach, fotografiach, małych rzeczach Dlatego też muzeum ofiar holokaustu Yad Vaseen po hebrajsku znaczy tyle co „miejsce i imię”. Jest spełnieniem biblijnej obietnicy Boga wobec izraelitów.
 
Gdy 27 stycznia Marian Turski apelował:„Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się, aż stało się to, co stało się tutaj”, przypomniał, że nie można zamykać holokaustu w szufladce historii, opatrzyć faktografią i zostawić pomnikom i tablicom pamiątkowym. Żydowska forma pamięci wymaga rozbicia tych 6 milionów ofiar na pojedyncze jednostki, przywoływania i utrzymywania ich historii, każdej z osobna, małych ziarenek i całych wszechświatów zarazem, które poświadczą swoją biografią o prawdzie, gdy zabraknie już światków. Trzeba ponownie, rok w rok powtarzać, segregacje i antysemityzm przedwojennej Europy, Ustawy Noryberskie, Noc Kryształową czy również rok 1968. Wszystko przez pryzmat wspomnień pojedynczych osób, tak by pamiętać o ludziach - nie liczbach. Pamiętać o ludziach - nie wyznawcach konkretnej religii. Pamiętać o ludziach - nie danej narodowości.
 
Nade wszystko pamiętać, aby to się nigdy nie powtórzyło. Nigdy, nikomu i nigdzie.   
 
Tekst: Michał Drążek (student Kolegium MSI UWr).

Cykl wykładów „Beyond Language” jest wspólną inicjatywą Kolegium Studiów Międzyobszarowych UWr, Instytutu Filologii Angielskiej UWr oraz Komisji Nauk Filologicznych Oddziału PAN we Wrocławiu.
„(…) Są różne miłe święta
Są różne trudne święta
Po dziesięć razy na rok
Kazano mi pamiętać (…)”
 
Władysław Szlengel (1943) Obrachunek z Bogiem.
 
Do czułego Odbiorcy: Zachor – o kulturze żydowskiej pamięci
 
Szolem Alejchem to zwrot w języku jidysz przynoszący w darze pokój jego adresatom. Szolem Alejchem to również pseudonim autora opowieści o Tewje Mleczarzu, Menachemie Mendlu czy Motlu, syna kantora. Nazywając siebie „wnukiem literatury jidysz” Szolem Alejchem tworzy narrację założycielską literatury jidysz, w której zapisuje pamięć o Icchoku Lejbie Perecu oraz Mendlu Mojchrze Sforimie – swoich mentorach i poprzednikach. Opowiedzieć o życiu, którego żywioł stanowił język to ukazać narzędzie wielobarwnej sztuki i filozoficznej refleksji (nawet, a może szczególnie wtedy, kiedy filozofii jedno objawia się oblicze: „że zawsze się opiera na Kancie i na Nitschem”, jak pisał w 1937 roku Władysław Szlengel).
Kiedy Abraham Lewin, kronikarz Getta Warszawskiego i członek grupy Oneg Szabat, dowiaduje się, że jego żona, Luba, została zabrana na Umschlagplatz – przestaje prowadzić swój dziennik w jidysz (języku życia) i kontynuuje zapis w języku hebrajskim (języku żydowskiej przeszłości). Pisze ze świadomością, że opisuje koniec społeczności żydowskiej. Elie Wiesel pisze „Noc” miedzy innymi po to, by zostawić potomnym ślad własnego doświadczenia i wspomnienia ku przestrodze. „Zapomnienie mogłoby się okazać niebezpieczeństwem i zniewagą. Zapomnienie o zmarłych byłoby zabiciem ich po raz drugi. A jeżeli żaden z zabójców i ich wspólników nie czuje się odpowiedzialnym za ich pierwszą śmierć, to my jesteśmy odpowiedzialni za tę drugą” (Wiesel [1960] 2006). Yosef Hayim Yerushalmi podkreśla w swojej książce Zachor. Żydowska historia i żydowska pamięć specyficznie selektywną naturę żydowskiej pamięci, która domaga się działania, a nie jedynie zaspokajania ciekawości minionego czasu. Pamięć utrwalano w dziennikach, listach, kartkach, wierszach, obrazach, zdjęciach… . Jeśli przeświadczenie Paula Connertona zawarte w książce „Jak społeczeństwa pamiętają” jest prawdziwe, to każdy początek zawiera w sobie element przypomnienia – zdanie zdolne pomieścić okruch nadziei i brzemię przestrogi jednocześnie. Nadzieja utkana jest w mowie, słowie, śpiewie, filmie, komiksie, refleksji, gorzkich ziołach na sederowym stole, poście i nastroju Tisza be-Aw,  w rytuale, który przekazuje zbiorową pamięć aktywniej niż kronika. Natomiast przestrogę dostrzegł Marian Turski, historyk i świadek Holokaustu, w słowach Aleksandra Van der Bellena: „Auschwitz ist nicht vom Himmel gefallen”… Hanna Arendt, w swoich badaniach nad systemami totalitarnymi, próbowała dowieść, że zjawisko totalitaryzmu opiera się w gruncie rzeczy na przeświadczeniu, że wszystko jest możliwe. Konsekwentny proces działania prowadzi do kreacji rzeczywistości, w której hipoteza staje się aksjomatem… Oby ludzkość nigdy, zamiast nieba, już nie tworzyła sobie takich piekieł… 
Wtorkowa prelekcja o diariuszowych aktach pamięci, izraelskim sposobie upamiętniania w czasie i przestrzeni, semantyczno-topograficznych przestrzeniach muzealnych, o refleksji nad (nie)możliwością istnienia filozofii życia wyhodowanej na doświadczeniu śmierci, o dialektykach żydowskiej egzystencji i utraconej koherentności żydowskiej pamięci… była skierowana do czułego Odbiorcy nieodpornego na cierpienie i działanie czasu. Trawestując słowa Walta Whitmana, w opowieści o pamięci zdolnej przechować „małe narracje”, o historii opowiedzianej poprzez mikrohistorie pojedynczych ludzi, dotykamy nie książki, nie samego tekstu, lecz człowieka: „Gdyż najważniejszą i ostateczną sprawą jest pamięć o swoim pochodzeniu, swojej wartości i przeznaczeniu” – Elie Wiesel.
 
Tekst: mgr Monika Piechota, anglistka, tłumaczka, nauczycielka, doktorantka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego, poświęcająca się rozprawie na temat diariuszy czasów Zagłady.